Prostowanie w─Ö┼╝a® (wszelkie prawa zastrze┼╝one)    
F R A G M E N T Y
(tre┼Ť─ç przeznaczona tylko dla os├│b doros┼éych)


1.
(ÔÇŽ)

   Wracaj─ůc do stypy, pewien ambaras wywo┼éa┼éa tam reakcja ojca Ewy na sugestywne i w┼Ťcibskie pytania kt├│rego┼Ť z nierozwa┼╝nych albo bezczelnych go┼Ťci, a skierowane nieopatrznie do stoj─ůcej nieopodal babci Marii. Cz┼éowiek ├│w wyra┼╝a┼é zainteresowanie, czy w miejscu, gdzie nast─ůpi┼é tragiczny wypadek Ewy, urz─ůdzono ju┼╝, ku jej pami─Öci, przydro┼╝ny o┼étarzyk. Dopytywa┼é si─Ö tak┼╝e o msze w intencji zmar┼éej.
   Zanim zaskoczona i jakby zawstydzona te┼Ťciowa zd─ů┼╝y┼éa jako┼Ť zareagowa─ç, siedz─ůcy na swoim fotelu inwalidzkim, pogr─ů┼╝ony w smutku i przez to jakby duchem nieobecny te┼Ť─ç Paw┼éa, wzbudzaj─ůcy powszechn─ů ┼╝a┼éo┼Ť─ç i wsp├│┼éczucie po┼Ťr├│d obecnych, wykrzykn─ů┼é niespodziewanie poirytowanym g┼éosem:
   - Jeszcze czego! ┼äadnych o┼étarzyk├│w czy obskurnych cmentarzyk├│w! Je┼Ťli kiedy┼Ť w przysz┼éo┼Ťci zdarzy si─Ö mi tamt─Ödy przeje┼╝d┼╝a─ç, to splun─Ö na to feralne miejsce. Te┼╝ co┼Ť! Nie widz─Ö powod├│w, aby czci─ç akurat ├│w kawa┼éek ziemi, kt├│ry okaza┼é si─Ö tak fatalny dla mojej ukochanej c├│runi. Pr─Ödzej u┼Ťwietni─Ö miejsce jej urodzenia lub to, gdzie odnosi┼éa swoje sukcesy. Miejsce wypadku kojarzy si─Ö nam jedynie z koszmarem, a data jej ┼Ťmierci z dniem rodzinnej tragedii. Trzeba o tym jak najszybciej przesta─ç my┼Ťle─ç, a Ew─Ö zachowa─ç w pami─Öci tak─ů, jak─ů by┼éa. Tak jakby nadal pozostawa┼éa w┼Ťr├│d nas. A nie tworzy─ç dubluj─ůce prawdziwy gr├│b, pozornie zwi─ůzane z ni─ů, przesadne w formie wyrazu, tandetne i kiczowate, dzikie nekropolie. Ewa zawsze by┼éa radosna, pi─Ökna i pe┼éna ┼╝ycia, a wi─Öc ┼╝adne ponure ukwiecone i ozniczowane wystawki czy przepojone lamentami, p┼éaczem lub ba┼éwochwalczymi trenami msze nie b─Öd─ů nam fa┼észowa─ç i psu─ç jej wspania┼éego wizerunku. Rozumiecie? - Co powiedziawszy, wzruszony tymi w┼éasnymi s┼éowy pan J├│zef, t┼éumi─ůc ┼ékanie, powr├│ci┼é znowu do milcz─ůcej zadumy.
   Je┼╝eli Pawe┼é dotychczas z jak─ů┼Ť rezerw─ů traktowa┼é swojego te┼Ťcia, to po tej ekspresyjnej jeremiadzie ju┼╝ ca┼ékiem nabra┼é do niego niczym nieograniczonego szacunku. Inni za┼Ť potraktowali t─Ö celn─ů filipik─Ö jako towarzysk─ů gaf─Ö, dziwactwo nieszcz─Ö┼Ťnika lub zwyk┼é─ů niegrzeczno┼Ť─ç obra┼╝aj─ůc─ů ich ugruntowane paradygmaty albo po prostu rzecz w og├│le oboj─Ötn─ů. (ÔÇŽ)
(ÔÇŽ)


2.
(ÔÇŽ)

   - Ju┼╝ czas na mnie. Zasiedzia┼éam si─Ö strasznie d┼éugo. M├│j tatko z pewno┼Ťci─ů niepokoi si─Ö o mnie. M├│wi┼éam panu, jaki on jest nad wyraz troskliwy i strzeg─ůcy mojej niewinno┼Ťci. Czyni tak w interesie mojego przysz┼éego m─Ö┼╝a - wyja┼Ťni┼éa tonem typowym raczej dla ma┼éej dziewczynki.
    Kwesti─Ö t─Ö wypowiedzia┼éa Marta na dodatek z tak niesamowit─ů powag─ů, ┼╝e Pawe┼é odni├│s┼é wra┼╝enie pe┼énej wyrozumia┼éo┼Ťci dla chorobliwego dziwactwa ojca, co z kolei pozostawa┼éo w kompletnej sprzeczno┼Ťci z jej wyrafinowanym w sztuce mi┼éo┼Ťci, wyuzdanym zachowaniem zaprezentowanym niespe┼éna p├│┼é godziny temu.
   - Czy ja mo┼╝e czym┼Ť obrazi┼éem ciebie? - sondowa┼é zdezorientowany, pr├│buj─ůc dociec powod├│w coraz bardziej odczuwalnego dystansu, powsta┼éego w ci─ůgu tak kr├│tkiego czasu minionego od niesamowitych chwil absolutnej fizycznej blisko┼Ťci.
   - Jeszcze nie. Lecz je┼Ťli b─Ödzie pan pr├│bowa┼é dyskontowa─ç t─Ö sytuacj─Ö, to by─ç mo┼╝e poczuj─Ö si─Ö niemi┼éo.
   M├│wi─ůc to, Marta ubiera┼éa si─Ö ca┼éy czas niespiesznie. Jednocze┼Ťnie, jakby ignoruj─ůc spozieraj─ůcego na ni─ů wnikliwie Paw┼éa, z zainteresowaniem, a by─ç mo┼╝e ze znawstwem, przypatrywa┼éa si─Ö wisz─ůcym na ┼Ťcianie grafikom.
   Pawe┼é, nie mog─ůc poj─ů─ç, o co w istocie jej chodzi, a co wywo┼éywa┼éo w nim oczywisty gniew i z trudem t┼éumion─ů z┼éo┼Ť─ç, przygl─ůda┼é si─Ö jednak z przyjemno┼Ťci─ů i pewnym ┼╝alem Marcie wk┼éadaj─ůcej poszczeg├│lne cz─Ö┼Ťci swojego ubioru. By┼éa przy tym tak powabna, ┼╝e wysi┼ékiem woli musia┼é pow┼Ťci─ůga─ç si─Ö przed wzi─Öciem jej cho─çby si┼é─ů w ramiona i zmuszeniem do dalszego wsp├│┼é┼╝ycia.
   Tego typu gwa┼étowne zachowanie nie by┼éo mu obce, gdy┼╝ ─çwiczy┼é je z Ew─ů (i nie tylko z Ew─ů) od czasu do czasu. Potrafi┼é nawet ostro przy┼éo┼╝y─ç tej czy innej partnerce w ferworze wyzwalania nagromadzonych w nich napi─Ö─ç.
   Marta zdawa┼éa si─Ö nie dostrzega─ç u Paw┼éa znamion z trudem tuszowanego po┼╝─ůdania po┼é─ůczonego z rosn─ůc─ů irytacj─ů. Nie sprawia┼éa wra┼╝enia, ┼╝e ma ┼Ťwiadomo┼Ť─ç dr─Öczenia m─Ö┼╝czyzny op─Ötanego dzik─ů, nieziszczon─ů do ko┼äca lub odradzaj─ůc─ů si─Ö jurn─ů ┼╝─ůdz─ů. A powinna czu─ç si─Ö dalece zagro┼╝ona.
   - Dlaczego zachowujesz si─Ö tak, po tym, co prze┼╝yli┼Ťmy przed chwil─ů? - spyta┼é z rozgoryczeniem i nieukrywan─ů ju┼╝ teraz pretensj─ů w g┼éosie.
   Sko┼äczywszy wreszcie wdziewa─ç ostatnie elementy ubrania, Marta przyst─ůpi┼éa do poprawiania swojej nieco zwichrzonej fryzury i jakich┼Ť niedostatk├│w przy z pewno┼Ťci─ů sfatygowanym makija┼╝u. Po kr├│tkiej chwili namys┼éu udzieli┼éa a┼╝ nazbyt wyczerpuj─ůcej odpowiedzi.
   - A jak mam zachowa─ç si─Ö wed┼éug pana? Czy ju┼╝ na zawsze mam sta─ç si─Ö pa┼äsk─ů w┼éasno┼Ťci─ů w zwi─ůzku z tym jednorazowym, drobnym epizodem? To jest w┼éa┼Ťnie m─Öski spos├│b bycia. Uwa┼╝a pan, ┼╝e wystarczy na moment posi─ů┼Ť─ç kobiet─Ö, ┼╝eby potem traktowa─ç j─ů niczym darmow─ů, w┼éasn─ů dziwk─Ö i narzuca─ç jej swoj─ů wol─Ö oraz oczekiwa─ç, aby by┼éa tej woli pos┼éuszna. Wy, faceci, chwalicie si─Ö potem jak dzieci, kiedy przelecicie jak─ů┼Ť lask─Ö. Uznajecie si─Ö za zdobywc├│w, a o uleg┼éej kobiecie wyra┼╝acie si─Ö z lekcewa┼╝eniem lub pogard─ů, jako o ┼éatwej zdobyczy. Jeste┼Ťcie przekonani, ┼╝e wystarczy postawi─ç obiad, podarowa─ç byle co w upominku, na przyk┼éad liche rajstopy lub tandetn─ů wod─Ö kwiatow─ů, albo zaprosi─ç do kina na pierwszy lepszy film, by potem bez skrupu┼é├│w czerpa─ç zyski ze swojej taniej inwestycji. Ja taka nie jestem i nigdy nikomu nie pozwol─Ö na takie postponowanie. Bior─Ö z ┼╝ycia to, na co mam w danej chwili ochot─Ö i jedynie tyle, ile sama potrzebuj─Ö. Staram si─Ö w miar─Ö mo┼╝liwo┼Ťci kszta┼étowa─ç rzeczywisto┼Ť─ç w taki spos├│b, ┼╝ebym czu┼éa, i┼╝ jestem traktowana jak r├│wnorz─Ödny partner, z kt├│rym trzeba liczy─ç si─Ö na ka┼╝dej p┼éaszczy┼║nie wsp├│┼é┼╝ycia towarzyskiego, a nie niby damski obiekt po┼╝─ůdania s┼éu┼╝─ůcy do zaspokajania prymitywnych m─Öskich rozrywek i to wy┼é─ůcznie wed┼éug snobistycznych regu┼é narzucanych przez naiwnych facet├│w, kt├│rym wydaje si─Ö, ┼╝e, z racji czego┼Ť tak trywialnego i przypadkowego jak p┼ée─ç, mog─ů zdominowa─ç drug─ů osob─Ö.
   Marta wypowiada┼éa te s┼éowa spokojnie, ale dobitnie, z lekko s┼éyszaln─ů emocj─ů, tak jakby wyg┼éasza┼éa jakie┼Ť swoje ┼╝yciowe credo. Wzburzony Pawe┼é nie m├│g┼é pokojarzy─ç, do czego ona pije i czemu jego to spotyka. Pr├│buj─ůc zdoby─ç si─Ö na celn─ů i ostateczn─ů ripost─Ö, maj─ůc─ů szans─Ö zako┼äczy─ç rodz─ůc─ů si─Ö polemik─Ö w tym przykrym temacie, kt├│rego akurat w tej chwili, po nocy, nie mia┼é woli dalej prowadzi─ç, zauwa┼╝y┼é tylko cierpko:
   - Odnosz─Ö wra┼╝enie, ┼╝e to ja zosta┼éem wykorzystany w spos├│b, kt├│ry wed┼éug ciebie jest naganny i, jako taki, charakterystyczny dla facet├│w.
   - Ma pan prawo do interpretacji mojej postawy wedle w┼éasnego, subiektywnego uznania. Moim skromnym zdaniem jest pan jednak w b┼é─Ödzie. - Marta sta┼éa si─Ö wynios┼éa a┼╝ do przesady granicz─ůcej ze ┼Ťmieszno┼Ťci─ů. - Dzi─Ökuj─Ö za po┼Ťwi─Öcony czas i kaw─Ö, kt├│rej nie mia┼éam mo┼╝no┼Ťci wypi─ç, czego nie ┼╝a┼éuj─Ö, bo kawa przyprawia mnie o bezsenno┼Ť─ç i moczop─Ödno┼Ť─ç. My┼Ťl─Ö, ┼╝e pozna┼éam dom Tereski w spos├│b nale┼╝yty i wyczerpuj─ůcy. Spe┼éni┼éam tym samym sw├│j pedagogiczny obowi─ůzek. Prosz─Ö mnie nie odprowadza─ç. Sama zawo┼éam taks├│wk─Ö. Z tych powod├│w, jakie panu poda┼éam, staram si─Ö nie absorbowa─ç nikogo, nawet w┼éasnego narzeczonego, odprowadzaniem czy odwo┼╝eniem mojej osoby, o ile oczywi┼Ťcie nie jest to komu┼Ť po drodze.
    To rzek┼észy, Marta wyci─ůgn─Ö┼éa nisko d┼éo┼ä w kierunku Paw┼éa. Kiedy j─ů odruchowo chwyci┼é, poczu┼é sztywno┼Ť─ç jej ramienia uniemo┼╝liwiaj─ůc─ů ewentualne podej┼Ťcie bli┼╝ej dziewczyny. Marta zaraz cofn─Ö┼éa swoj─ů r─Ök─Ö i zdecydowanym krokiem skierowa┼éa si─Ö w stron─Ö drzwi pokoju. Pawe┼é w korytarzu, szeroko otwieraj─ůc drzwi wej┼Ťciowe od mieszkania, ┼╝eby wypu┼Ťci─ç go┼Ťcia na klatk─Ö schodow─ů, zdecydowa┼é, za jej przyk┼éadem, przej┼Ť─ç na j─Özyk oficjalny, podobny do tego, jakim ona z uporem pos┼éugiwa┼éa si─Ö przez ca┼éy czas.
   - Prosz─Ö chocia┼╝ powiedzie─ç, czy by┼éo przyjemnie. - Wypowiadaj─ůc te s┼éowa, mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e domaga si─Ö jakiej┼Ť n─Ödznej ja┼ému┼╝ny, gdy┼╝ dot─ůd to jego partnerki a┼╝ do znudzenia, same, bez pytania zapewnia┼éy go o pozytywnych do┼Ťwiadczeniach w tym wzgl─Ödzie, a on p┼éawi┼é si─Ö w pochwalnych peanach, dumny z siebie niczym ┼éaskawy dla swych samic lew i przekonany, ┼╝e nale┼╝─ů si─Ö one jemu niejako z automatu.
   - O tak... Bardzo - odpar┼éa, ┼Ťl─ůc mu teraz dla odmiany ┼éagodne a nieco zalotne i jakby przepojone nut─ů ┼╝alu po┼╝egnania, sm─Ötne spojrzenie.
(ÔÇŽ)


3.
(ÔÇŽ)

   Za to sroga draka nast─ůpi┼éa z ca┼ékiem innego powodu. Od wystartowania rajdu do Ewy zacz─ů┼é przywala─ç si─Ö pewien Grzesiek, kt├│ry absolutnie nie mie┼Ťci┼é si─Ö w jej w─ůskim, wyrafinowanym gu┼Ťcie. Wydawa┼é si─Ö wr─Öcz oble┼Ťny i z lekka odra┼╝aj─ůcy, gdy┼╝ nazbyt czerwone wargi mia┼é wci─ů┼╝ ob┼Ťlinione, czego Ewa nie trawi┼éa, zw┼éaszcza u m─Ö┼╝czyzn. Mimo tego Ewa nie widzia┼éa najmniejszych powod├│w, aby wyjawia─ç mu swoje, jak┼╝e niekorzystne dla niego preferencje. By┼éa mi┼éa, ┼╝yczliwa i taktowna. Ba, w wolnych chwilach, kiedy Pawe┼é bywa┼é zaj─Öty lub niedost─Öpny, i jego, Grze┼Ťka, kokietowa┼éa, tak dla ┼╝artu lub ┼╝eby potrenowa─ç sztuk─Ö babskiego uwodzenia, a tak┼╝e, by sprawi─ç koledze przyjemno┼Ť─ç. Z ka┼╝dym dniem facet stawa┼é si─Ö bardziej natr─Ötny. Jak lataj─ůcy giez u boku spoconego konia lub moczop─Ödno┼Ť─ç po wypiciu kawy. Z nieukrywanym rozczarowaniem znosi┼é ci─ůg┼ée odmowy Ewy na propozycje sp─Ödzenia czasu we dwoje. Niez┼éomny, stale pr├│bowa┼é prze┼éama─ç demonstrowan─ů mu fizyczn─ů nieprzyst─Öpno┼Ť─ç i nietykalno┼Ť─ç Ewy.
   Kt├│rego┼Ť wieczoru na biwaku, po wczesnej kolacji, rozpalony z po┼╝─ůdania Grzesiek dorwa┼é j─ů nareszcie, kiedy samotna, w melancholijnym nastroju charakterystycznym dla osoby zabujanej w kim┼Ť bez wzajemno┼Ťci, przechadza┼éa si─Ö w pewnym oddaleniu od obozu, odziana jak zwykle, kiedy styg┼é dzienny skwar, w lu┼║n─ů, trykotow─ů bluzeczk─Ö, najmniej dra┼╝ni─ůc─ů spalone s┼éo┼äcem cia┼éo, przewiewne szorty na pupie oraz sanda┼éki na bosych stopach. Lekki wiatr rozwiewa┼é jej d┼éugie w┼éosy przytrzymywane jedynie kolorow─ů, szerok─ů opask─ů na g┼éowie. Prezentowa┼éa si─Ö przepi─Öknie, jak co dnia lub jeszcze bardziej.
   Ch┼éopak mia┼é pecha, gdy┼╝ naszed┼é j─ů akurat nie w por─Ö. Bez ceregieli i dobitnie da┼éa mu do zrozumienia, ┼╝e jest wielce niezadowolona. On, tym razem niezra┼╝ony jak bywa┼éo onegdaj, a by─ç mo┼╝e dodatkowo dotkni─Öty i wobec tego mocniej zdopingowany, nie rezygnowa┼é. Z ka┼╝d─ů chwil─ů stawa┼é si─Ö coraz agresywniejszy. Wprost, ku jej pot─Öguj─ůcemu si─Ö zdziwieniu, zacz─ů┼é j─ů niemal napastowa─ç. Najpierw, z pozoru delikatnie, wyrazi┼é ch─Ö─ç przeprowadzenia z Ew─ů powa┼╝nej rozmowy i zaproponowa┼é w tym celu wsp├│lny, daleki spacer. Na to us┼éysza┼é wi─ůzank─Ö od dziewczyny, stoj─ůcej w miejscu niczym elektryfikacyjny s┼éup, ┼╝e dzisiaj nie, ┼╝e Ewa czuje si─Ö ┼║le, jest w z┼éym usposobieniu i pragnie teraz zosta─ç tu sama, ┼╝e idzie dzi┼Ť wcze┼Ťniej spa─ç i ┼╝e w zwi─ůzku z tym mo┼╝e jutro, a og├│lnie, to bardzo ch─Ötnie, lecz ma w─ůtpliwo┼Ťci, bo nie wie, czy aby wypada oddala─ç si─Ö we dw├│jk─Ö od grupy, wi─Öc najlepiej zabra─ç na taki spacer kogo┼Ť jeszcze... Nie ust─Öpowa┼é. Po kilkakrotnych pr├│bach sk┼éonienia Ewy do udania si─Ö z nim w jakim┼Ť nieznanym kierunku, z nieprzyjemnym szarpaniem za jej rami─Ö w┼é─ůcznie, przy okazywanym mu zniecierpliwieniu oraz kategorycznej w ko┼äcu odmowie, nie wiedzie─ç czemu, nieoczekiwanie wpad┼é w furi─Ö, staj─ůc si─Ö brutalny niby ranny odyniec. Po prostu najzwyczajniej przyst─ůpi┼é do gwa┼écenia niespodziewaj─ůcej si─Ö takiego napadu dziewczyny, obrzucaj─ůc j─ů przy tym najgorszymi wyzwiskami, z kt├│rych wi─Ökszo┼Ťci nawet nie kojarzy┼éa. Chwyci┼é Ew─Ö obur─ůcz za dekolt bluzki i szarpn─ůwszy, rozdar┼é j─ů wzd┼éu┼╝, odkrywaj─ůc piersi Ewy. Nast─Öpnie ca┼éym cia┼éem rzuci┼é si─Ö na ni─ů, przewracaj─ůc z impetem j─ů i siebie na trawiast─ů ziemi─Ö.
   Ewa odruchowo broni┼éa si─Ö w panice, jak umia┼éa, nie wiedz─ůc z pocz─ůtku, o co w┼éa┼Ťciwie mu chodzi. W┼éa┼Ťnie ta jej nieporadna obrona wywo┼éywa┼éa w napastniku jeszcze wi─Öksz─ů furi─Ö i zaci─Öto┼Ť─ç. Wi┼éa si─Ö i wyrywa┼éa. Pr├│bowa┼éa niemrawo krzycze─ç. My┼Ťla┼éa wtedy raczej o odstraszeniu agresora ni┼║li o przywo┼éaniu kogokolwiek na ratunek.
   W reakcji na to Grzesiek zdo┼éa┼é zrazu uciszy─ç j─ů na moment, wal─ůc a to pi─Ö┼Ťci─ů, a to otwart─ů d┼éoni─ů po jej twarzy. R├│wnocze┼Ťnie w┼Ťciekle drapa┼é paznokciami i tarmosi┼é z─Öbami sutki jej piersi niczym jaki┼Ť wyg┼éodnia┼éy niemowlak. Jego zachowanie sprawia┼éo wra┼╝enie eksploduj─ůcej, irracjonalnej nienawi┼Ťci, a nie potrzeby fizycznego wyegzekwowania niespe┼énionego afektu na obiekcie po┼╝─ůdania. Okazywane od tygodnia ugrzecznione umizgi w niepoj─Öty spos├│b przeistoczy┼éy si─Ö w jednej chwili w m┼Ťciw─ů, wrog─ů i niepohamowan─ů zawzi─Öto┼Ť─ç. Instynktownie czu┼éa, ┼╝e pragn─ů┼é bardziej uczyni─ç jej krzywd─Ö, ni┼╝ za┼╝y─ç swoi┼Ťcie pojmowanej przyjemno┼Ťci.
   Z ┼éatwo┼Ťci─ů zdar┼é z niej szorty i nie napotykaj─ůc na majtki, kt├│rych jak zwykle Ewa nie uzna┼éa za w┼éa┼Ťciwe w┼éo┼╝y─ç, rozszerzy┼é na si┼é─Ö jej uda i wszed┼észy w ni─ů, zmusi┼é do stosunku. Gdyby podobnie gwa┼étownie w┼éo┼╝ono jej do ┼Ťrodka kij od szczotki, chyba by┼éoby to r├│wnie bolesne. Ewa poj─Ö┼éa wreszcie, ┼╝e dzieje si─Ö co┼Ť powa┼╝nego, z czym nie poradzi sobie sama. Nieczu┼éa na otrzymywane kolejne ciosy w g┼éow─Ö i po torsie, wobec piekielnego b├│lu rozrywanych wn─Ötrzno┼Ťci, dar┼éa si─Ö teraz, wzywaj─ůc sk─ůdkolwiek pomocy. Brutal t┼éumi┼é te wrzaski, jak m├│g┼é, usi┼éuj─ůc bezskutecznie zas┼éoni─ç usta dziewczyny swoj─ů d┼éoni─ů. Gdy ugryz┼éa go bole┼Ťnie w palec, wyrwawszy zakrwawion─ů r─Ök─Ö, zn├│w uderzy┼é j─ů na odlew tak mocno, ┼╝e niemal straci┼éa przytomno┼Ť─ç.
(ÔÇŽ)


4.
(ÔÇŽ)

   Taka, a nie inna, nieco nieporadna postawa Paw┼éa wobec dziecka bra┼éa si─Ö z tej przyczyny, ┼╝e on, jako m┼éody ojciec, by─ç mo┼╝e nie do ko┼äca jeszcze dojrza┼éy do tak odpowiedzialnej funkcji, bo wiadomo, ┼╝e prawdziwie predysponowanym do roli ojca bywa si─Ö dopiero, staj─ůc si─Ö dziadkiem, pozostawa┼é d┼éugo przed i jaki┼Ť czas po urodzeniu Tereski w pewnej logicznej sprzeczno┼Ťci w zakresie ho┼édowanej przez siebie teorii w zderzeniu z zaistnia┼é─ů praktyk─ů.
   Ot├│┼╝ z jednej strony uwa┼╝a┼é, ┼╝e w┼éa┼Ťnie tato jest t─ů wa┼╝niejsz─ů osob─ů spo┼Ťr├│d obojga rodzic├│w. Tak, jak za dawnych czas├│w bywa┼éo. To przy ojcu powinny pozostawa─ç g┼é├│wne prawa do dziecka, je┼Ťli dosz┼éoby do jakiego┼Ť rozpadu rodziny lub przynajmniej r├│┼╝nicy pogl─ůd├│w w istotnych kwestiach. Bo to on jest tu g┼éow─ů, on z regu┼éy jest najstarszy, on jest najm─ůdrzejszy. W poprzednich wiekach, kiedy obowi─ůzywa┼éy takie, sk─ůdin─ůd surowe, rzek┼éby┼Ť, barbarzy┼äskie prawa, ma┼é┼╝e┼ästwa nie prze┼╝ywa┼éy a┼╝ tylu przesile┼ä jak obecnie, a ludzie nie rozwodzili si─Ö z byle jakiego powodu. A dzia┼éo si─Ö tak dzi─Öki temu, ┼╝e ┼╝ony, jako matki emocjonalnie zwi─ůzane z dzie─çmi, trzyma┼éy si─Ö kurczowo swych m─Ö┼╝├│w, cho─çby z obawy przed utrat─ů wsp├│lnych dzieci. Wsp├│┼éczesna za┼Ť, przeci─Ötna kobieta, rozstaj─ůc si─Ö z m─Ö┼╝em, automatycznie uzurpuje sobie wszelkie prawa do bycia z pocz─Ötymi przez niego dzie─çmi. Wed┼éug Paw┼éa jakiekolwiek wywy┼╝szanie si─Ö matek nad ojcami ur─ůga prawom natury, gdy┼╝ to jest tak samo, jakby przypadkowa gleba, w kt├│rej zasiano konkretne nasienie, mia┼éa mie─ç wi─Ökszy udzia┼é w powstaniu nowej ro┼Ťliny ni┼╝ owo nasienie.
   Z drugiej strony w skryto┼Ťci ducha Pawe┼é czu┼é si─Ö mocno bezradny. On sam zd─ů┼╝y┼é uzale┼╝ni─ç si─Ö dot─ůd od nieustaj─ůcej, wygodnej opieki Ewy i od jej czu┼éej, jak┼╝e troskliwej, mi┼éo┼Ťci. Sta┼é si─Ö przy niej takim wyro┼Ťni─Ötym dzieckiem, przy kt├│rym Ewa r├│wnocze┼Ťnie pe┼éni┼éa rol─Ö jego zabawki i s┼éu┼╝ebnicy. Natomiast Tereska, zaraz po przyj┼Ťciu na ┼Ťwiat, zburzy┼éa ├│w wygodny uk┼éad, gdy┼╝ okaza┼éa si─Ö na d┼éug─ů chwil─Ö pozostawa─ç jego rywalk─ů o wzgl─Ödy Ewy, o jej czas, dba┼éo┼Ť─ç, po┼Ťwi─Öcenie i uczucie. Sta┼é si─Ö przez to odrobin─Ö zazdrosny, zniecierpliwiony i z lekka sfrustrowany. Zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e jego niezadowolenie jest nonsensowne, ┼╝eby nie powiedzie─ç - bezgranicznie g┼éupie.
   Wy┼é─ůcznie dzi─Öki sporemu wysi┼ékowi woli, udaj─ůc altruizm, zdo┼éa┼é zatuszowa─ç przed ┼╝on─ů pot─Ö┼╝ne pok┼éady zbieraj─ůcego si─Ö w nim egoizmu. Na domiar z┼éego nie opuszcza┼éa go obawa, ┼╝e przez nieuwag─Ö, m─Ösk─ů szorstko┼Ť─ç czy grubosk├│rno┼Ť─ç zrobi dzieci─Öciu jak─ů┼Ť krzywd─Ö, ┼╝e nie da sobie rady w kryzysowej sytuacji. Owszem, m├│g┼é uczestniczy─ç w chowaniu dziecka, ale jako asystent, pomocnik, wykonawca jednoznacznych i nieskomplikowanych instrukcji. Nie wyobra┼╝a┼é za┼Ť sobie sytuacji pozostania z takim ma┼éym szkrabem na d┼éu┼╝ej, czy, o zgrozo, na zawsze sam na sam, bez wszystkowiedz─ůcej i absolutnie pewnej siebie Ewy.
(ÔÇŽ)


5.
(ÔÇŽ)

   Owo niemal┼╝e ┼Ťlepe zaufanie do m─Ö┼╝a, zwi─ůzane z przekazywaniem mu w┼éasnych wynagrodze┼ä, Pawe┼é przyjmowa┼é z pocz─ůtku ze zdumieniem, a potem z dum─ů, jako szczeg├│lny, materialnie wyra┼╝ony dow├│d mi┼éo┼Ťci kobiety i ca┼ékowitego oddania si─Ö swojemu m─Ö┼╝czy┼║nie. W czasie studi├│w Paw┼éa, ju┼╝ na ostatnim roku, zdarzy┼éo si─Ö, ┼╝e uszcz─Ö┼Ťliwiona Ewa przynios┼éa na jego uczelni─Ö i da┼éa Paw┼éowi swoje pierwsze zarobione pieni─ůdze, dopiero co wyp┼éacone jej za wykonanie jakiego┼Ť programu komputerowego. Suma by┼éa do┼Ť─ç spora, jak na studenckie mo┼╝liwo┼Ťci ubogiego z domu Paw┼éa. A on, kiedy odesz┼éa do swoich zaj─Ö─ç, jeszcze tego samego dnia po po┼éudniu przegra┼é wszystko, graj─ůc z kolegami w akademiku w pokera. Pawe┼é prze┼╝y┼é ├│w przypadek psychicznie tak mocno, ┼╝e odt─ůd ani w pokera, ani w oko na fors─Ö ju┼╝ nie zagra┼é.
   Co do Ewy, to owa straszna przygoda ukochanego ch┼éopaka ledwie j─ů obesz┼éa. Relacj─Ö z niej potraktowa┼éa z radosnym ┼Ťmiechem i szczerym wsp├│┼éczuciem dla kajaj─ůcego si─Ö Paw┼éa. ┼üatwo by┼éo Ewie znosi─ç wszelkie ciosy finansowe przy zapleczu sponsorskim, dzi─Öki kt├│remu nie obawia┼éa si─Ö jakiegokolwiek niedostatku. Zna┼éa szeroki gest i s┼éabo┼Ť─ç swojego tatulka do forytowanej, m┼éodszej c├│rki i jej ci─ůgle narastaj─ůcych z wiekiem potrzeb. Gdyby wszak┼╝e i to ojcowskie ┼║r├│d┼éo zawiod┼éo lub jako┼Ť niewyobra┼╝alnie wysch┼éo, to na posterunku pozostawa┼é niezawodny wuj chrzestny - profesor, kt├│ry zawsze wyci─ůga┼é j─ů z tych sekretnych trudno┼Ťci finansowych, o kt├│rych rodzina, jej zdaniem, nie powinna by┼éa nic wiedzie─ç.
(ÔÇŽ)


6.
(ÔÇŽ)

   W nied┼éugo na szcz─Ö┼Ťcie trwaj─ůcym okresie obowi─ůzywania tak zwanych jednolitych mundurk├│w szkolnych, Ewa permanentnie uchyla┼éa si─Ö od ich noszenia, co sprawia┼éo jej rodzicom niema┼éy ambaras, gdy┼╝ ci─ůgle zmuszani byli dyplomatycznie odpisywa─ç na uwagi wychowawczyni klasy. By┼éo to tym trudniejsze, ┼╝e w ca┼éej rozci─ůg┼éo┼Ťci popierali, a zw┼éaszcza tatulek, sw─ů niesubordynowan─ů c├│rk─Ö w jej szkolnym buncie. Dopiero po pewnym zawadiackim incydencie, kiedy Ewa mia┼éa chyba ze trzyna┼Ťcie lat, zaprzestano w szkole zwracania jej uwag na brak mundurka, zwanego nieraz fartuszkiem. Ale zaniechano tego wy┼é─ůcznie w stosunku do Ewy.
   Ot├│┼╝ zosta┼éa ona na lekcji fizyki przymuszona przez rozsierdzon─ů a nawiedzon─ů nauczycielk─Ö do natychmiastowego p├│j┼Ťcia do domu po stosowny mundurek i powrotu do szko┼éy w regulaminowym odzieniu. Ewa wykona┼éa nauczycielski nakaz co do joty, stawiaj─ůc si─Ö w klasie po dwudziestu minutach. Pod troch─Ö przejrzystym mundurkiem by┼éa wyra┼║nie go┼éa. Na bosych stopach mia┼éa chodaki.
   Po wybuchu sporego skandalu sprawa b┼éyskawicznie ucich┼éa. A to dlatego, ┼╝e tatulek w dyskusji z dyrektorem szko┼éy zarzuci┼é bezprawno┼Ť─ç dzia┼éania nauczycielki wobec ma┼éoletniego dziecka, pozostawionego przez rodzic├│w pod opiek─ů szko┼éy. Wszak nauczycielka z b┼éahego powodu, b─Öd─ůc pod wp┼éywem nieuprawnionej emocji, de facto wygna┼éa uczennic─Ö ze szko┼éy, co narazi┼éo j─ů na niebezpiecze┼ästwo utraty zdrowia lub ┼╝ycia, a rodzic├│w pozbawi┼éo zaufania do odpowiedzialno┼Ťci personelu szko┼éy. Zreszt─ů do kompetencji nauczyciela fizyki nale┼╝y profesjonalne przekazywanie wiedzy uczniom, a nie przedmiotowe traktowanie ich jako obiekt├│w s┼éu┼╝─ůcych do wy┼éadowywania zakumulowanych napi─Ö─ç, nabrzmia┼éych przy osobistych, domowych lub ma┼é┼╝e┼äskich stresach.
(ÔÇŽ)


7.
(ÔÇŽ)

   W samochodzie na chwil─Ö zapad┼éo milczenie. Ciotka uspokoi┼éa si─Ö ju┼╝ wyra┼║nie. Chusteczk─ů higieniczn─ů wyciera┼éa rozmazany na twarzy makija┼╝, nachylaj─ůc si─Ö troszeczk─Ö, aby spogl─ůda─ç na swoje odbicie w prawym zewn─Ötrznym lusterku bocznym.
   - My┼Ťl─Ö, ┼╝e ju┼╝ powyrasta┼éy grzyby, kt├│re s─ů najsmaczniejszymi owocami lasu - podtrzyma┼é rozmow─Ö Pawe┼é, reklamuj─ůc swoim zwyczajem atrakcje sp─Ödzania czasu na ranczu. - Aktualnie jest sezon na prawdziwki, lecz i tak szalenie trudno je znale┼║─ç. Ka┼╝dy zdobyty borowik to sukces, duma i frajda. Za to pe┼éno b─Ödzie podgrzybk├│w i kozak├│w. Mo┼╝na te┼╝ jeszcze napotka─ç sp├│┼║nione kurki, kt├│re wy┼Ťmienicie smakuj─ů z jajecznic─ů. Lubicie zbiera─ç grzyby?
   - Ja uwielbiam chodzi─ç po lesie i zbiera─ç grzyby, a czy Karolek lubi, to, zabijcie mnie, nie powiem. Niech sam okre┼Ťli si─Ö w tym wzgl─Ödzie. - Pierwsza, u┼Ťmiechn─ůwszy si─Ö jakby zalotnie do szwagra, zapewni┼éa gorliwie Ka┼Ťka, odcinaj─ůc si─Ö r├│wnocze┼Ťnie od zdania syna. - Mog─Ö je p├│┼║niej obra─ç i naniza─ç na nitk─Ö do suszenia. Lecz je┼Ť─ç ich nie b─Öd─Ö. Za nic. Nigdy nie znosi┼éam grzyb├│w z wyj─ůtkiem pieczarek, za kt├│rymi wprost przepadam. Ewentualnie skosztuj─Ö takie marynowane w occie. W og├│le lubi─Ö wszystkie potrawy na ostro oraz kwaszon─ů kapust─Ö i kiszone og├│rki. A wiecie, ┼╝e ja jadam surowe mi─Öso? Zawsze jem te drobne odpadki, kt├│re pozostaj─ů na desce po ubijaniu kotlet├│w schabowych, a tatara z jajkiem mog┼éabym konsumowa─ç niemal na okr─ůg┼éo.
   - To ciekawe. My tak┼╝e jadamy ostre dania. Du┼╝o pieprzu, papryki, tabasco, maggi, vegety, majeranku i obowi─ůzkowo odrobina czosnku. Jednak surowego mi─Ösa nie trawimy. Czy nie tak, c├│reczko? - Pawe┼é podj─ů┼é mi┼éy dla siebie, gastronomiczny temat.
   - Ach! Mniam, mniam. Od razu poczu┼éam si─Ö tak g┼éodna, ┼╝e i to surowe mi─Öso z deski zjad┼éabym teraz, jak ciocia. Ciekawe, co dzisiaj przyrz─ůdzi dla nas Basia? - rozwa┼╝a┼éa g┼éo┼Ťno Tereska. - A wiesz ciociu, ┼╝e w dawnych czasach kapust─Ö do kiszenia w beczkach depta┼éy bosymi nogami m┼éode dziewczyny odziane wy┼é─ůcznie w takie przyd┼éugawe bia┼ée koszule, pod kt├│rymi nie mia┼éy majtek, bo musia┼éy co chwil─Ö rutynowo sika─ç na deptan─ů kapust─Ö, ┼╝eby mia┼éa lepszy smak i ukisi┼éa si─Ö prawid┼éowo?
   - Sk─ůd ty, dziecko, zasi─Ögn─Ö┼éa┼Ť tych absurdalnych informacji? - Ciotka by┼éa wstrz─ů┼Ťni─Öta us┼éyszan─ů rewelacj─ů. - To z ca┼é─ů pewno┼Ťci─ů piramidalna nieprawda.
   - Prawda - potwierdzi┼éa powa┼╝nie i z przekonaniem Tereska. - Opowiada┼é nam o tym tamtejszy le┼Ťniczy, kiedy jeszcze ┼╝y┼éa mama. Nawet cz─Östowa┼é tak─ů kapust─ů, kt├│r─ů kiedy┼Ť ubija┼éa w┼éasnymi nogami Basia. Z tym, ┼╝e ona pono─ç ju┼╝ nie sika┼éa do beczki. Lecz nie jestem o tym do ko┼äca prze┼Ťwiadczona, czy by┼éo tak faktycznie, bo kapusta smakowa┼éa nadzwyczaj znakomicie. W mie┼Ťcie takiej nie kupisz. Zreszt─ů Basia przygl─ůda┼éa si─Ö nam dziwnie, kiedy jedli┼Ťmy t─Ö kapust─Ö, a sama nie ruszy┼éa ani krzty. Twierdzi┼éa, ┼╝e brzydzi si─Ö bra─ç do ust to, co sama podepta┼éa. Ja na jej miejscu nie mia┼éabym takich opor├│w, tak┼╝e w├│wczas, gdybym depcz─ůc, nasika┼éa.
   Pawe┼é nie komentowa┼é rewelacji opowiadanych przez c├│rk─Ö. U┼Ťmiecha┼é si─Ö tajemniczo, zadowolony z wywo┼éanego efektu odbijaj─ůcego si─Ö na zniesmaczonej minie zdegustowanej zapewne szwagierki. W ten spos├│b sprytna Tereska oderwa┼éa na dobre ciotk─Ö od wspomnie┼ä o jej domowych ambarasach, kt├│rych relacjonowanie zmusza┼éo j─ů do nieustannego, rzewnego p┼éaczu, jak┼╝e przygn─Öbiaj─ůcego i zasmucaj─ůcego s┼éuchaczy.
(ÔÇŽ)


8.
(ÔÇŽ)

   Pawe┼é nie przepada┼é za swoim tat─ů. Widzia┼é przejrzy┼Ťcie jego wady. Tak samo dostrzega┼é u niego wiele zalet. W m┼éodo┼Ťci mia┼é okresy, kiedy dumny by┼é z ojca i inne, kiedy wstydzi┼é si─Ö go co nieco. Nie, nie za co┼Ť konkretnego, tylko tak w og├│le. Za ca┼éokszta┼ét, jak mawia┼é. Ale chodzi┼éo mu o spolegliwo┼Ť─ç ojca wobec otoczenia, brak stanowczo┼Ťci w prze┼éomowych sytuacjach, labilno┼Ť─ç, konformizm oraz zapyzia┼éy, wsiowy, jako ┼╝e pochodzi┼é ze wsi, konserwatyzm, co przejawia┼éo si─Ö niedba┼éo┼Ťci─ů o osi─ůganie coraz lepszych warunk├│w ┼╝ycia. Wreszcie razi┼éo Paw┼éa idiotyczne zachowanie niepoprawnego taty, wyra┼╝aj─ůce si─Ö g┼éo┼Ťnym, za ka┼╝dym razem inaczej brzmi─ůcym ziewaniem, dziwnymi okrzykami wznoszonymi podczas za┼╝ywania k─ůpieli, powtarzaniem wci─ů┼╝ tych samych niepotrzebnych zwrot├│w i pyta┼ä, trzymaniem n├│g na drugim, dostawionym krze┼Ťle podczas pobytu go┼Ťcia czy permanentnym zasypianiem w towarzystwie.
   W p├│┼║nonastoletnim etapie swojego ┼╝ycia Pawe┼é ocenia┼é, ┼╝e jego rodzice, w tym tato, nale┼╝─ů do najg┼éupszych na ┼Ťwiecie. Obecnie ju┼╝ tak nie s─ůdzi. Ba, diametralnie zmieni┼é zdanie. G┼é├│wnie co do ojca. Ze zgroz─ů zacz─ů┼é odkrywa─ç tak┼╝e w swoich odruchach i sk┼éonno┼Ťciach du┼╝o podobie┼ästw do taty z tamtych lat. Na przyk┼éad: podobnie otrzepuje siusiaka, zwija papier do podtarcia ty┼éka, g┼éo┼Ťno ziewa, klnie, czy┼Ťci paznokcie, spluwa itp. Przypomina┼é sobie z dzieci┼ästwa intymne zachowania ojca, kt├│ry w├│wczas ani my┼Ťla┼é kr─Öpowa─ç si─Ö w┼éasnego dziecka, gdy┼╝, jak zapewnie b┼é─Ödnie domniemywa┼é, by┼éo ono za ma┼ée, aby rozumie─ç, zanalizowa─ç czy zapami─Öta─ç cokolwiek ze swoich ├│wczesnych spostrze┼╝e┼ä. Musia┼é stwierdzi─ç, ┼╝e w analogicznych sytuacjach post─Öpowa┼é identycznie niefrasobliwie, lekcewa┼╝─ůc obecno┼Ť─ç nieustannie obserwuj─ůcej go c├│reczki, co w przysz┼éo┼Ťci nieuchronnie doprowadzi do oceny zapami─Ötanych jego zachowa┼ä wed┼éug jej doros┼éych kryteri├│w.
(ÔÇŽ)


9.
(ÔÇŽ)

   Tak wi─Öc Tereska mia┼éa postaw─Ö sk┼éonnej do kolosalnych po┼Ťwi─Öce┼ä zakonnicy, ale w zakresie regu┼é obowi─ůzuj─ůcych w jej prywatnym "ko┼Ťciele". Prawdziwa zakonnica jest zdolna do ┼Ťmierci omija─ç rado┼Ťci ┼╝ycia, by wci─ů┼╝ szorowa─ç pod┼éogi w klasztornych korytarzach na polecenie apodyktycznej przeoryszy, obs┼éugiwa─ç ko┼Ťcielnych m─Öskich dostojnik├│w lub dogl─ůda─ç umieraj─ůcych w hospicjach. Lecz nie ugnie si─Ö ona za nic, bo zabraknie jej s┼éu┼╝ebnej pokory i mi┼éo┼Ťciwego dla bli┼║niego serca, by ofiarnie odda─ç swe cia┼éo cho─çby najbardziej potrzebuj─ůcemu m─Ö┼╝czy┼║nie.
   Tereska zosta┼éa ukierunkowana podobnie, ale jakby ca┼ékiem na odwr├│t. Zawsze zrobi┼éaby swoim us┼éu┼╝nym cia┼éem to, co trzeba, wspomagaj─ůc ka┼╝d─ů czynno┼Ť─ç mi┼éym dla czyjego┼Ť ucha s┼éowem i gestem, ┼Ťwiadcz─ůcym, ┼╝e sama tego pragnie. Celem nadrz─Ödnym by┼éo jednak sprawienie temu komu┼Ť oczekiwanej lub zgo┼éa nieuzmys┼éawianej przyjemno┼Ťci.
   Dekowa┼éa si─Ö za to skrz─Ötnie, aby nie wrabiano jej w wykonywanie jakichkolwiek monotonnych prac, fizycznych lub umys┼éowych, opr├│cz tych czynionych wy┼é─ůcznie na osobisty u┼╝ytek, wzgl─Ödnie skierowanych na rzecz szczytnych i r├│wnocze┼Ťnie koniecznie pasjonuj─ůcych j─ů idei, nierzadko subiektywnie ocenianych jako takie, i o ile wynika┼éo to z jej w┼éasnej, przez nikogo niesugerowanej, obligatoryjnej dobrej woli. Oczywi┼Ťcie od tych┼╝e sztywnych regu┼é sama stosowa┼éa liczne wyj─ůtki albo by┼éa do nich prozaicznie zmuszana przez surowe normy ┼╝ycia uczniowskiego b─ůd┼║ jakie┼Ť zafajdane konwenanse doros┼éych.
   Tereska potrafi┼éa s┼éucha─ç, pociesza─ç, tuli─ç, poca┼éowa─ç, rozebra─ç si─Ö, kiedy kto┼Ť chcia┼é tego od niej, i spe┼énia─ç inne erotyczne ┼╝yczenia os├│b ze swojego szerokiego otoczenia. Wystarczy┼éo, ┼╝eby kto┼Ť tylko poprosi┼é, za┼╝─ůda┼é lub da┼é do zrozumienia, czego sobie od niej ┼╝yczy, oczekuje albo w┼éa┼Ťnie jej proponuje. Wed┼éug niej takie spolegliwe post─Öpowanie by┼éo ca┼ékiem zgodne z pierwotn─ů natur─ů cz┼éowieka, a w og├│lno┼Ťci wszelkiego stworzenia, gdy┼╝ ka┼╝dy przedstawiciel p┼éci ┼╝e┼äskiej przeznaczony zosta┼é przecie┼╝ do bezwolnego podporz─ůdkowania si─Ö zachciankom seksualnym tak┼╝e przypadkowych, specjalnie na t─Ö okoliczno┼Ť─ç silniejszych, osobnik├│w m─Öskich, zw┼éaszcza w okresie trwania rui.
   Przeci─Ötna kobieta to sprzedajna dziwka. No, mo┼╝e niedos┼éownie i niekoniecznie za pieni─ůdze. Z pewno┼Ťci─ů prawie ka┼╝da z oburzeniem zaprzeczy┼éaby tej odwa┼╝nej, pozornie obel┼╝ywej tezie. Ale czy┼╝ nie pami─Ötamy z historii tych, kt├│re oddawa┼éy si─Ö na rozkaz, dla idei, w jedynie s┼éusznej sprawie, broni─ůc ukochanego lub d─ů┼╝─ůc do umotywowanej, sprawiedliwej zemsty? Albo te, kt├│re s─ů dyspozycyjne w swoich firmach, gotowe w┼éasnym cia┼éem walczy─ç o uzyskanie kontraktu? Swego rodzaju fenomenem jest, ┼╝e takie damy cz─Östo k┼éad─ů si─Ö do ┼é├│┼╝ka ze znienawidzonym obiektem ataku, lecz wykluczaj─ů r├│wnocze┼Ťnie wy┼Ťwiadczenie podobnej przys┼éugi swemu bezpo┼Ťredniemu zleceniodawcy albo prze┼éo┼╝onemu. Znane s─ů przypadki, kiedy wierne, monogamiczne ┼╝ony lub narzeczone, przegrywane w karty lub w jaki┼Ť spos├│b sprzedawane, odst─Öpowane czy oddawane, przekornie godzi┼éy si─Ö na sw├│j los i ch─Ötnie aprobowa┼éy nowego pana.
   Tereska wyczuwa┼éa intuicyjnie, ┼╝e jej natura przygotowana jest do realizowania specyficznej, dziejowej misji, tak niezb─Ödnej ludziom, a jak┼╝e niedocenianej i zasadniczo nieakceptowanej przez ponure spo┼éecze┼ästwo, od urodzenia og┼éupiane przez narzucone normy obyczajowo-wyznaniowe. Ot├│┼╝ powszechnie dawana rado┼Ť─ç, okazywana dobro─ç i dost─Öpny seks roz┼éadowuj─ů ludzkie z┼ée napi─Öcia, a w tym chwilowo bezsilne, t┼éumione, narastaj─ůce emocje, generuj─ůce agresywne, skryte lub z┼éowieszcze plany odwetowe. S─ů jednak osoby, kt├│re z r├│┼╝nych powod├│w cierpi─ů na wyra┼║ny niedostatek niewymiernych rado┼Ťci ┼╝ycia. Bowiem odmawia si─Ö im prawa do szcz─Ö┼Ťcia, kt├│rego sami nie potrafi─ů zdoby─ç. Zagubieni, wielokro─ç daj─ů upust skumulowanej energii i eksploduj─ů ni─ů, krzywdz─ůc rzekomo niewinnych, przypadkowych bli┼║nich. Ilu┼╝ niedocenianych, gn─Öbionych i wy┼Ťmiewanych przez otoczenie m┼éodych frustrat├│w w zaraniu poniecha┼éoby swych terrorystycznych, zbrodniczych zamiar├│w, gdyby znale┼║li obok siebie kogo┼Ť tak mi┼éego, otwartego i niewybrednego jak Tereska.
(ÔÇŽ)


10.
(ÔÇŽ)

   Kolejny raz odezwa┼éy si─Ö jej zmys┼éy w ko┼äc├│wce szko┼éy podstawowej za przyczyn─ů ch┼éopaka ze starszej o rok klasy. Na imi─Ö by┼éo mu chyba Andrzej. I ot├│┼╝ ├│w Andrzej mia┼é idiotyczny, paskudny nar├│w chwytania dziewczyn za krocze, kiedy te jak nale┼╝y grzecznie spacerowa┼éy w przerwie po szkolnym korytarzu.
   Sz┼éy sobie na przyk┼éad dwie dziewczynki, a tamten figlarz nadchodzi┼é z przeciwka. I nagle wychyla┼é si─Ö, ┼╝eby swymi d┼éugimi, ma┼épimi ┼éapskami z┼éapa─ç jedn─ů z nich od do┼éu mi─Ödzy nogami. Stawa┼éo si─Ö to tym gorsze, je┼Ťli ofiara nie by┼éa w spodniach. Potem piski, k┼é├│tnie, skargi. Lecz znany ze szkolnego chuliga┼ästwa Andrzej niewiele robi┼é sobie z powtarzaj─ůcych si─Ö nauczycielskich, wychowawczych uwag lub nagan, i czyni┼é dalej swoje.
   Kiedy┼Ť niestety i j─ů tak dorwa┼é. Obawia┼éa si─Ö tego wcze┼Ťniej, znaj─ůc z obserwacji debilne zwyczaje stukni─Ötego, napalonego urwisa, i starannie unika┼éa podobnego z nim kontaktu. Tym feralnym razem zagada┼éa si─Ö z kim┼Ť i w por─Ö nie spostrzeg┼éa zbli┼╝aj─ůcego si─Ö zagro┼╝enia. Zareagowa┼éa standardowo. Nawymy┼Ťla┼éa mu od prostak├│w, pop┼éaka┼éa si─Ö, naskar┼╝y┼éa pani. A gdy emocje opad┼éy, dotar┼éo do niej, ┼╝e w istocie nie sta┼éo si─Ö nic takiego, ┼╝e ┼║le post─ůpi┼éa, id─ůc na skarg─Ö, ┼╝e w sumie jego dotyk by┼é ca┼ékiem przyjemny i ┼╝e Andrzej m├│g┼éby od biedy chwyci─ç j─ů tam znowu.
   Potem sama zacz─Ö┼éa polowa─ç na Andrzeja. Gdy szed┼é, naumy┼Ťlnie wychodzi┼éa naprzeciw niego. Stwarza┼éa dogodne sytuacje, ┼╝eby zechcia┼é j─ů z┼éapa─ç. Prowokowa┼éa go niby tak od niechcenia. Jednak ten, pomny doznanych przez ni─ů przykro┼Ťci, wola┼é zadziera─ç z mniej zajad┼éymi dziewcz─Ötami. Z czasem zapomnia┼é chyba o urazach, gdy┼╝ Marysi uda┼éo si─Ö dopi─ů─ç swego. Mo┼╝e zrobi┼é to odruchowo, a mo┼╝e pomyli┼é si─Ö po prostu. W ka┼╝dym razie ani my┼Ťla┼éa w├│wczas krzycze─ç. U┼Ťmiechaj─ůc si─Ö zalotnie, upozorowa┼éa unik, po czym uraczy┼éa go jakim┼Ť niegro┼║nym epitetem, typu "co robisz g┼éuptasie", bardziej zach─Öcaj─ůcym ni┼╝ karc─ůcym czy obra┼║liwym. Szcz─Ö┼Ťliwie powt├│rzy┼éo si─Ö to jeszcze ze dwa razy.
   W okresie owych wyczekiwanych i doczekanych kontakt├│w ┼Ťni┼éa o Andrzeju po nocach. U┼Ťwiadomi┼éa sobie, ┼╝e pozwoli┼éaby temu ch┼éopakowi, gdyby zechcia┼é oczywi┼Ťcie, nie tylko na z┼éapanie poprzez spodnie, rajstopy czy majtki za jej cipk─Ö, jak┼╝e teraz ┼éas─ů nieznanych dot─ůd, obcych dotyk├│w, ale na du┼╝o wi─Öcej. Wi─Öcej, ani┼╝eli Marysia ogarnia┼éa wyobra┼║ni─ů. Niestety, Andrzej ogranicza┼é si─Ö wy┼é─ůcznie do tego charakterystycznego ┼éapania, a obiekty swojego ataku wybiera┼é spo┼Ťr├│d wielu, z regu┼éy losowo i przez to sprawiedliwie, czyli z mizernym dla Marysi, co do liczby po┼╝─ůdanych zaj┼Ť─ç, skutkiem.
(ÔÇŽ)


11.
(ÔÇŽ)

   Spora liczba przepis├│w drogowych tworzona jest z tak silnym naciskiem na bezpiecze┼ästwo, ┼╝e przy p├│┼║niejszym stosowaniu ich niechc─ůcy nast─Öpuje zdecydowane przegi─Öcie w drug─ů stron─Ö, czyli w kierunku wzmo┼╝enia zagro┼╝enia. Sprawcy wszelkich ogranicze┼ä i projektanci osiedlowych garb├│w, niszcz─ůcych zawieszenia aut, a przy okazji tak┼╝e skutecznie udaremniaj─ůcych komfort jazdy, zapomnieli, ┼╝e dany pojazd nie s┼éu┼╝y do zapewniania bezpiecze┼ästwa, lecz do szybkiego przemieszczania si─Ö z oczywistym podj─Ötym jakim┼Ť ryzykiem statystycznego wypadku drogowego. Nadmierne ograniczenia prowadz─ů z kolei do spowolnienia tego┼╝ przemieszczania, kt├│re to spowolnianie dodatkowo pot─Ögowane jest wci─ů┼╝ wzrastaj─ůc─ů liczb─ů pojazd├│w. Wystarczy za┼Ť znikomy odsetek podporz─ůdkowuj─ůcych si─Ö ograniczeniom kierowc├│w, by reszta zosta┼éa skutecznie zakorkowana. Przypuszczalnie za jaki┼Ť czas dojdzie do kompletnej atrofii ruchu drogowego poprzez totalne zablokowanie jezdni do jazdy oraz poboczy i miejsc parkingowych do parkowania.
   A mo┼╝e prosty zakaz umieszczania wielkich reklam na je┼╝d┼╝─ůcych i parkuj─ůcych pojazdach zniwelowa┼éby z dziesi─Ö─ç procent wy┼é─ůcznie w tym celu u┼╝ytkowanych aut i przyczep? Kr├│tki zapis w jednej ustawie o ruchu drogowym tanio za┼éatwi t─Ö spraw─Ö. Poskutkuje, jak r─Ök─ů odj─ů┼é. Przy tym wzr├│s┼éby nieco poziom bezpiecze┼ästwa, gdy┼╝ wysch┼éoby jedno ze ┼║r├│de┼é, kt├│re powoduje rozpraszanie uwagi kierowc├│w.
   Inny, wydawa┼éoby si─Ö, surrealistyczny pomys┼é na zmniejszenie kork├│w to reglamentacja prawa jazdy na pojazd osobowy w taki spos├│b, ┼╝e kobiety mia┼éyby prawo prowadzi─ç auta we wtorki, czwartki i soboty, a m─Ö┼╝czy┼║ni w poniedzia┼éki, ┼Ťrody i pi─ůtki. Oczywi┼Ťcie z podmiotowymi wyj─ůtkami uzasadnionymi na przyk┼éad niepe┼énosprawno┼Ťci─ů czy us┼éugami taxi. W niedziele wolno by┼éoby robi─ç to w ramach obu p┼éci. Niby kolejne obostrzenie, ale nie gorsze od innych. A mo┼╝e lepsze, bo nikogo niedyskryminuj─ůce, a przy tym nienachalnie popularyzuj─ůce zwi─ůzki heteroseksualne. Ka┼╝dy zaplanowa┼éby swe tygodniowe zaj─Öcia tak, aby dostosowa─ç si─Ö do og├│lnych mo┼╝liwo┼Ťci transportowych. R├│wnoczesne korzystanie z dw├│ch samochod├│w przez ma┼é┼╝e┼ästwo straci┼éoby sens. Ludzie przestaliby wozi─ç si─Ö pojedynczo w pi─Öcioosobowym aucie. A przy okazji zmala┼éaby dominacja pan├│w nad paniami w ruchu drogowym. Ciekawe, czy w babskie dni by┼éoby wi─Öcej kolizji, czy mniej?
   Dba┼éo┼Ť─ç o ochron─Ö ┼Ťrodowiska poprzez tworzenie lub utrzymywanie teren├│w zielonych odgrywa wa┼╝n─ů rol─Ö w wielkich miastach. Trzeba jednak wreszcie zdecydowa─ç si─Ö na co┼Ť. Dokona─ç wyboru w┼éa┼Ťciwych priorytet├│w. Albo chcemy mie─ç ┼Ťrednio po dwa samochody na doros┼é─ů osob─Ö plus motory, skutery, rowery i deskorolki dla m┼éodzie┼╝y oraz hulajnogi i wrotki dla dzieci, albo trawniki w miastach, skwery, alejki i parki. Wydaje si─Ö, ┼╝e przeznaczanie nast─Öpnych obszar├│w z zakazem parkowania dalekie jest od zdrowego rozs─ůdku. Wr─Öcz przeciwnie, to mo┼╝e graniczy─ç z totalnym ob┼é─Ödem, wzmagaj─ůcym w konsekwencji uci─ů┼╝liwo┼Ť─ç ┼╝ycia. Czy┼╝by znowu ludzie ludziom gotowali marny los? Przecie┼╝ w ko┼äcu ka┼╝dy pojazd musi zatrzyma─ç si─Ö gdzie┼Ť. Nie mo┼╝e w k├│┼éko je┼║dzi─ç i je┼║dzi─ç. Kto┼Ť, kto chce obcowa─ç z natur─ů i ┼Ťwie┼╝ym powietrzem, niech wyniesie si─Ö na poblisk─ů wie┼Ť albo przynajmniej na przedmie┼Ťcia lub peryferie miast, a centrom aglomeracji pozwoli rozwija─ç si─Ö zgodnie z ich cywilizacyjnym przeznaczeniem oraz wygod─ů mieszka┼äc├│w i ludzi przyjezdnych, obligatoryjnie korzystaj─ůcych ze zlokalizowanych tam instytucji administracyjnych, handlowych, kulturalnych lub sportowych.
(ÔÇŽ)


12.
(ÔÇŽ)

   Kiedy┼Ť, nie wytrzymuj─ůc uprzykrzonego gderania ┼╝ony, sklerotycznie idealizuj─ůcej si─Ö na tle pi─Ötnowanej reszty otoczenia, wygarn─ů┼é jej prosto z mostu:
   - A ciebie to mo┼╝e nie relegowano z sanatorium za niecne, demoralizuj─ůce i obsceniczne zachowanie, h─Ö? Przypomnij sobie, jak w├│wczas niesprawiedliwie zosta┼éa┼Ť oceniona. Co wygadywano o tobie i o mnie w twojej szanownej rodzinie? Jak zakwalifikowali nasze spontaniczne, z gruntu niewinne, bo kierowane czystymi m┼éodzie┼äczymi uczuciami, zachowanie twoi bogobojni rodzice? W┼éa┼Ťnie z powodu osobistych do┼Ťwiadcze┼ä nie wolno ci dzisiaj nikogo pot─Öpia─ç, a tym bardziej ┼║le wypowiada─ç si─Ö o w┼éasnych zst─Öpnych, o naszych dobrze u┼éo┼╝onych dzieciach i o wspania┼éych wnukach. Oni s─ů tacy sami jak ty i ja. Lecz my, stetryczali i zramolali starzy, nie ogarniamy do ko┼äca ich ┼Ťwiata, tak jak nie rozumiano te┼╝ nas. Przyszli potomkowie b─Öd─ů ┼Ťmia─ç si─Ö z tych ich poczyna┼ä, kt├│re u nas wywo┼éuj─ů zgroz─Ö lub zgorszenie, podobnie jak Tereska nie poj─Ö┼éaby, na czym w istocie polega┼é nasz rzekomo z┼éy uczynek, wystarczaj─ůcy do wydalenia nas - chorych, niepe┼énosprawnych m┼éodych ludzi z pa┼ästwowego o┼Ťrodka zdrowia ze skutkiem pozbawienia pacjent├│w niezb─Ödnego sanatoryjnego leczenia. Ty, Marysiu, nie masz najmniejszego prawa krytykowa─ç Ewy. - J├│zef a┼╝ o┼Ťlini┼é si─Ö z irytacji. - Ona odesz┼éa i nie mo┼╝na obarcza─ç jej odpowiedzialno┼Ťci─ů za cokolwiek. Ju┼╝ pr─Ödzej mo┼╝na nas wini─ç za to, ┼╝e w okresie, kiedy zabrak┼éo Ewy, nie potrafili┼Ťmy nale┼╝ycie dopilnowa─ç dobra jej c├│rki, a naszej wnuczki. Ze swojej strony nie wyobra┼╝am sobie lepszej c├│rki ni┼╝ Ewa. Gdyby nie ona, to moje ┼╝ycie z tob─ů by┼éoby szare i nudne. To ona i tylko ona spowodowa┼éa, ┼╝e przez trzydzie┼Ťci lat by┼éem w miar─Ö szcz─Ö┼Ťliwym cz┼éowiekiem.
   - A to ciekawe - zaatakowa┼éa z┼éo┼Ťliwie Maria, ura┼╝ona zw┼éaszcza ostatnimi s┼éowami m─Ö┼╝a. - Chcesz powiedzie─ç, ┼╝e twoja druga c├│rka, a w┼éa┼Ťciwie pierwsza wed┼éug kolejno┼Ťci, niewiele dla ciebie znaczy? A Violetta? Z ni─ů te┼╝ mia┼ée┼Ť szare ┼╝ycie? A mo┼╝e nadal ubarwiasz sobie ┼╝ycie utrzymywaniem zwi─ůzk├│w towarzyskich z t─ů, z t─ů... Violett─ů?
   - Uwa┼╝aj, ┼╝eby┼Ť nie zap─Ödzi┼éa si─Ö za daleko swoj─ů g┼éupi─ů gadanin─ů! - upomnia┼é gniewnie J├│zef ┼╝on─Ö. - Przypomnij sobie, co obiecywa┼éa┼Ť mi, kiedy ┼╝arliwie mnie nak┼éania┼éa┼Ť, ┼╝ebym zerwa┼é z Violett─ů. Moje dalsze ┼╝ycie z tob─ů mia┼éo by─ç sielank─ů, mia┼éa┼Ť by─ç kochaj─ůc─ů ┼╝on─ů, dba┼é─ů i pos┼éuszn─ů. A ty z ka┼╝dym rokiem jeste┼Ť coraz gorsza. Ot, wr├│ci┼éo stare. Jedynym, co pozosta┼éo, jest to, ┼╝e nie bronisz si─Ö i nie wzdragasz w ┼é├│┼╝ku przed moimi zalotami. Ale r├│wnocze┼Ťnie nie robisz nic, ┼╝eby zach─Öci─ç mnie do seksu z tob─ů, jako┼Ť podnieci─ç sob─ů. Zachowujesz si─Ö jak k┼éoda albo jak taka lalka, kt├│r─ů niekt├│rzy samotni faceci kupuj─ů sobie w miejsce nieosi─ůgalnej kobiety. Bezwolna, bez jakiejkolwiek inicjatywy. I ty ┼Ťmiesz wypomina─ç mi Violett─Ö?
   - Dbam przecie┼╝ o ciebie! Robi─Ö wszystko, co chcesz. Sprz─ůtam, pior─Ö, gotuj─Ö. Sp─Ödzam z tob─ů ka┼╝d─ů chwil─Ö. Okrywam ci─Ö kocykiem, kiedy codziennie zasypiasz przed telewizorkiem. Kocham si─Ö z tob─ů, kiedy masz na to ochot─Ö, a aktualnie z t─ů u ciebie nie jest najlepiej, oj nie jest. Zestarza┼ée┼Ť si─Ö, m├│j J├│zeczku. W basenie r├│wnie┼╝ stale dotrzymuj─Ö ci towarzystwa. - M├│wi─ůc te s┼éowa, Marysia porzuci┼éa tym samym atak, skupiwszy si─Ö na lekko ironizuj─ůcej obronie, w kt├│rej czu┼éa si─Ö o niebo pewniej.
   Niezra┼╝ony ┼Ťmia┼é─ů retoryk─ů ┼╝ony J├│zef perorowa┼é rzeczowo dalej.
   - I co z tego, kiedy wyra┼║nie brakuje ci tego czego┼Ť, czego m─Ö┼╝czyzna potrzebuje, ┼╝eby czu─ç si─Ö kapitalnie, ┼╝eby by─ç spe┼énionym. Prawda, ┼╝e rzadko mam ch─Ö─ç na seks, bo mnie nu┼╝ysz swoj─ů troskliwo┼Ťci─ů, nadopieku┼äczo┼Ťci─ů, a tak┼╝e uporczywym zrz─Ödzeniem, podobnym do obecnego. Kobieta ma by─ç odpoczynkiem m─Ö┼╝czyzny, ale w sensie czynnego i intryguj─ůcego dopingowania go do domowego dzia┼éania. A ty, zamiast wyzwala─ç resztki mojej m─Ösko┼Ťci, na przemian to denerwujesz mnie, to zanudzasz ┼Ťmiertelnie. Ci─ůgle oczekujesz ode mnie czego┼Ť, czego indywidualnie potrzebujesz. Dajesz mi za┼Ť tylko to, co akurat arbitralnie i subiektywnie, wed┼éug w┼éasnych, babskich kryteri├│w, kwalifikujesz jako s┼éuszne. Ja nie licz─Ö si─Ö w og├│le jako m─ů┼╝ i nie m─ů┼╝. Akceptujesz mnie nie jako takiego, jakim chc─Ö by─ç, lecz jako takiego, jakiego mnie sobie uformowa┼éa┼Ť w swym ptasim m├│┼╝d┼╝ku. Zrozum Marysiu. Ja mam przed sob─ů jeszcze ┼éadnych par─Ö lat ┼╝ycia i chcia┼ébym prze┼╝y─ç je w miar─Ö szcz─Ö┼Ťliwie oraz mo┼╝liwie spokojnie. C├│┼╝ na to poradz─Ö, ┼╝e o┼╝ywiam si─Ö jedynie przy Teresce... i, niech ci b─Ödzie, przy Violetcie r├│wnie┼╝. One obie maj─ů to, co lubi─Ö. Kocham ciebie, ale ty przygaszasz mnie, rozleniwiasz, sprawiasz, ┼╝e czuj─Ö si─Ö niedo┼é─Ö┼╝ny, skapcania┼éy i nadmiernie schorowany. Do tego wymagasz, ┼╝ebym robi┼é co┼Ť na przek├│r jednej z dw├│ch najwa┼╝niejszych, pomijaj─ůc tw─ů osob─Ö, istot w moim ┼╝yciu, a wypominasz mi miniony zwi─ůzek z t─ů drug─ů. Wci─ů┼╝ burzysz moj─ů pami─Ö─ç o naszej ukochanej nieboszczce Ewie. Nawet teraz, kiedy ju┼╝ jej nie ma, nie mo┼╝esz pozby─ç si─Ö tej niepoj─Ötej dla mnie niech─Öci do niej, jak┼╝e dziwnej u rodzonej matki.
(ÔÇŽ)


13.
(ÔÇŽ)

   W├│wczas, przed laty, a by┼éo to pewnego pi─Öknego, s┼éonecznego popo┼éudnia, po wykonaniu ostatniego zwrotu przez ruf─Ö, nadaj─ůcemu w┼éa┼Ťciwy, docelowy kierunek ┼é├│dce wprost do kei zaprzyja┼║nionego rancza, unieruchomiwszy ster rumplem, zwolni┼éa szoty z knag, by profilaktycznie zawczasu zrzuci─ç ┼╝agle. Nast─Öpnie przezornie podci─ůgn─Ö┼éa fa┼éem w g├│r─Ö miecz, nie chc─ůc ryzykowa─ç kolizji z dnem. B─Öd─ůc tu┼╝, tu┼╝ u celu, dobi┼éa do brzegu, pos┼éu┼╝ywszy si─Ö pagajem. Z daleka uwa┼╝nie lustrowa┼éa, jak Ewa i Pawe┼é, pozbawieni odzienia, jak to oni, bawili si─Ö z ma┼é─ů, te┼╝ go┼é─ů, Teresk─ů, goni─ůc si─Ö rado┼Ťnie na pomo┼Ťcie.
   Ów pasjonuj─ůcy widok w og├│le nie speszy┼é m┼éodej ┼╝eglarki, poniewa┼╝ w upalne dni ci starsi od Basi, ekscentryczni a nowocze┼Ťni jej wielkomiejscy znajomi rzadko nosili ubrania. Zw┼éaszcza Ewa, bo Pawe┼é przy obcych, a w owym czasie tak┼╝e przy Basi, krygowa┼é si─Ö troch─Ö. Aczkolwiek ukrywa┼é to bardziej ni┼╝ sw─ů golizn─Ö.
   Przebywaj─ůca latem na ranczo Ewa wk┼éada┼éa na siebie co┼Ť nieco┼Ť jedynie, kiedy mia┼éa okres, w ch┼éodne dni albo gdy go┼Ťcili tu jacy┼Ť konserwatywni sztywniacy z towarzysz─ůcymi im dorastaj─ůcymi, a wi─Öc z za┼éo┼╝enia niemi┼éosiernie kr─Öpuj─ůcymi si─Ö dzie─çmi. W przeciwie┼ästwie do Basi ho┼édowa┼éa sprawdzonej zasadzie, ┼╝e nie szata zdobi cz┼éowieka. Ta pozbawiona perwersji ┼Ťmia┼éo┼Ť─ç naturystycznej Ewy do pokazywania si─Ö ludziom nago b─ůd┼║ w umiarkowanej wersji topless, w tym jej ojcu - miejscowemu le┼Ťniczemu, imponowa┼éa Basi nies┼éychanie. Basia nie odwa┼╝y┼éa si─Ö tego zwyczaju na┼Ťladowa─ç, poniewa┼╝ wstydzi┼éa si─Ö prawie sama siebie. Po latach, dzi─Öki Teresce, zaleczy┼éa podobne ko┼étu┼äskie kompleksy, lecz i tak na wszelki wypadek obna┼╝a┼éa si─Ö co najwy┼╝ej przy niej. No i przy Pawle, ale to przecie┼╝ zupe┼énie co┼Ť innego.
   Kiedy wi─Öc dop┼éywa┼éa do przystani, Pawe┼é, kiwn─ůwszy jej r─Ök─ů na powitanie, bez specjalnego po┼Ťpiechu skierowa┼é si─Ö w stron─Ö domu, zapewne, aby w┼éo┼╝y─ç co┼Ť na siebie. Jak┼╝e mi┼éo by┼éo patrze─ç na tego nagiego, zgrabnego, oddalaj─ůcego si─Ö m─Ö┼╝czyzn─Ö. Ewa, odsuwaj─ůc rw─ůc─ů si─Ö do pomocy pi─Öcioletni─ů wtedy Teresk─Ö, odebra┼éa rzucon─ů cum─Ö i, kucn─ůwszy na palcach rozpostartych maksymalnie w kolanach n├│g, przywi─ůza┼éa j─ů sprawnie, u┼╝ywaj─ůc jednej r─Öki, odpowiednim w─Öz┼éem do knagi na pomo┼Ťcie.
   Basia ch─Ötnie poobserwowa┼éaby, obna┼╝one w tym akurat momencie do granic mo┼╝liwo┼Ťci, r├│┼╝owiutkie, rozchylone, troszeczk─Ö ju┼╝ uwidaczniaj─ůce skrywaj─ůcy si─Ö za nimi tajemniczy i st─ůd nurtuj─ůcy, niezmiernie apetyczny otw├│r oraz l┼Ťni─ůce bezbarwn─ů, jakby oleist─ů wilgoci─ů p┼éatki ┼éona Ewy, ale prze┼ékn─Ö┼éa tylko nap┼éywaj─ůc─ů z podniecenia ┼Ťlin─Ö w ustach, bo musia┼éa pospiesznie, bez najmniejszej zw┼éoki, zapobiec niebezpiecznemu, nazbyt silnemu uderzeniu dziobu ┼é├│dki o kej─Ö. Energicznie przerzuci┼éa na zewn─Ötrzn─ů stron─Ö burty dwa, wcze┼Ťniej przywi─ůzane odbojniki i sprawnie, boso, przeskakuj─ůc bodaj metrow─ů odleg┼éo┼Ť─ç z ┼éodzi na pomost, drug─ů cum─ů trzyman─ů w r─Öce poprzez k├│┼éko cumownicze umocowa┼éa ┼╝agl├│wk─Ö sztywno wzd┼éu┼╝ kei.
(ÔÇŽ)


14.
(ÔÇŽ)

   Jakie to dziwne, ┼╝e inne kobiety zastanawiaj─ů si─Ö, czy dozna┼éy w┼éa┼Ťciwego orgazmu, czy konkretne zbli┼╝enie nale┼╝a┼éo do udanych, czy aby nie popad┼éy w rutyn─Ö, zoboj─Ötnienie, udawanie, poci─ůgaj─ůce za sob─ů z pocz─ůtku oszukiwanie samej siebie, a w konsekwencji swego m─Ö┼╝czyzny. Jej w ┼╝adnym razie to nie dotyczy. Ewa osi─ůga orgazm notorycznie. Mog┼éaby kocha─ç si─Ö jeszcze cz─Ö┼Ťciej. Nie znudzi┼éoby si─Ö jej to w og├│le. Na wszelki jednak wypadek stosuje r├│┼╝norodno┼Ť─ç tre┼Ťci i bogactwo formy.
   Ub├│stwia to wszechogarniaj─ůce, psychodeliczne uczucie. Niewys┼éowiona rado┼Ť─ç spe┼énienia, odczuwalna przez ka┼╝d─ů kom├│rk─Ö jej cia┼éa, od st├│p do g┼é├│w, w kr─Ögos┼éupie, w brzuchu, na d┼éoniach i pomi─Ödzy udami. Wsz─Ödzie. Ta obecno┼Ť─ç poruszaj─ůcego si─Ö w niej, w ┼Ťrodku, rosn─ůcego z chwili na chwil─Ö, pasjonuj─ůcego kobiecy umys┼é, jego gorej─ůcego cia┼éa. Jakby dziecko w ┼éonie przysz┼éej matki. Ten oblewaj─ůcy strumieniem boski nektar, koj─ůco gasz─ůcy wzniecony wewn─ůtrz ognisty ┼╝ar, kt├│ry r├│wnocze┼Ťnie jest ambrozj─ů dla wysublimowanego podniebienia prawdziwej kochanki. A przy tym wi─Ö┼║ psychiczna z umi┼éowanym cz┼éowiekiem. Ta dodatkowa, oderwana od rozumu, nauk i skostnia┼éych konwenans├│w, ponadludzka, instynktowna, niemal dzika wi─Ö┼║, osi─ůgana w praktyce do ko┼äca jedynie i absolutnie podczas wsp├│lnego szczytowania. Wi─Ö┼║ silniejsza od pragnienia ┼╝ycia...
   Przecie┼╝ to dzi─Öki niemu, m─Ö┼╝czy┼║nie, tak jest. To on to sprawia. To on jest bogiem, kt├│ry daje szcz─Ö┼Ťcie, rozkosz, prawdziwy rajÔÇŽ
   Byt z aktywno┼Ťci─ů seksualn─ů jest cudowny. To oczekiwanie na... ├"w moment, kt├│ry m├│g┼éby trwa─ç wiecznie, a musi zachowawczo sko┼äczy─ç si─Ö pr─Ödko, bo mo┼╝na by umrze─ç z przesytu rozkoszy... Zadowolenie po... Ca┼ékowite fizyczne wyczerpanie, jak po znojnej pracy. Ukojenie w nagich ramionach swego m─Ö┼╝czyzny, pana i w┼éadcy. Obejmowanie go nogami tak, by wci─ů┼╝ ociera┼é si─Ö sw─ů szorstk─ů, g─Östo ow┼éosion─ů sk├│r─ů o jej wym─Öczon─ů, gor─ůc─ů, delikatn─ů cipk─Ö. Oddanie si─Ö jego woli i w┼éadzy. Niech uczyni ze mn─ů, co tylko zechce. Ca┼éa jestem jego. Jego niewolnic─ů i s┼éu┼╝ebnic─ů. Zrobi─Ö dla niego wszystko! Za ten jego zapach w moich nozdrzach, smak na podniebieniu, pieszczot─Ö ust w ka┼╝dym miejscu na moim kobiecym ciele i w ciele..., za niczym nieskr─Öpowan─ů mo┼╝no┼Ť─ç dotkni─Öcia jego twardych mi─Ö┼Ťni, wtulenia si─Ö, muskania j─ÖzykiemÔÇŽ, gryzienia, drapania, szarpaniaÔÇŽ, wej┼Ťcie na niego i w niego... Czeg├│┼╝ chcie─ç wi─Öcej?
(ÔÇŽ)


15.
(ÔÇŽ)

   Lepiej b─Ödzie dla wszystkich, je┼Ťli Pawe┼é, zamiast wozi─ç szcz─ůtki Ewy poza miasto, sam, tak jak w dniu pogrzebu Ewy w duchu sobie i jej solennie obiecywa┼é, po┼éo┼╝y si─Ö obok niej, kiedy przyjdzie w┼éa┼Ťciwy ku temu czas. Oczywi┼Ťcie, o ile w tamtejszym grobowcu nie zabraknie dla niego miejsca, co jest niestety ca┼ékiem prawdopodobne, zwa┼╝ywszy na ograniczon─ů pojemno┼Ť─ç i kilkoro potencjalnych kandydat├│w z d┼éu┼╝szym sta┼╝em na ziemskim padole: J├│zef, Maria, Jacek, Ka┼Ťka... A uczyni to z sob─ů bez ┼╝adnej, nikomu niepotrzebnej pompy, bez hucznych pogrzeb├│w, nekrolog├│w, egzekwii. Zejdzie tak dyskretnie, ┼╝eby, w miar─Ö mo┼╝no┼Ťci, ma┼éo kto m├│g┼é zwr├│ci─ç uwag─Ö na jego nieobecno┼Ť─ç. Odpowiednia firma prawnicza otrzyma┼éa ju┼╝ w tym zakresie stosowne instrukcje.
   Po co informowa─ç bli┼║nich o najwi─Ökszym niepowodzeniu ziemskiej egzystencji, jakim niew─ůtpliwie jest dla ka┼╝dego okoliczno┼Ť─ç ┼Ťmierci? Niech, skubani, mo┼╝liwie najd┼éu┼╝ej pozostaj─ů w fa┼észywej ┼Ťwiadomo┼Ťci, ┼╝e delikwent nie uby┼é i ma si─Ö wci─ů┼╝ w dobrym zdrowiu. Nie da─ç g├│wnojadom tej s─Öpiej satysfakcji ho┼éubienia, czczenia i op┼éakiwania trupa, kt├│rego postponowano lub ignorowano za ┼╝ycia. A mo┼╝e odej┼Ť─ç z tego ┼Ťwiata niczym pies, kt├│ry, czuj─ůc nadchodz─ůcy koniec ┼╝ywota, znika niezauwa┼╝enie, by ukry─ç si─Ö gdzie┼Ť w g─Östwinie lasu i tam spokojnie zdechn─ů─ç, pozostawiwszy wra┼╝enie, ┼╝e jest, zaraz wr├│ci, gdzie┼Ť kr─ů┼╝y, a w ka┼╝dym razie istnieje, trwa, ┼╝yjeÔÇŽ
   Po d┼éugich i cz─Östych rozwa┼╝aniach Pawe┼é stwierdzi┼é odkrywczo, ┼╝e optymalnie jest umrze─ç, staj─ůc si─Ö na kr├│tko przedtem cz┼éowiekiem w miar─Ö ubogim. A to dlatego, ┼╝e zawczasu nale┼╝y w pe┼éni skonsumowa─ç ca┼éy dorobek swego ┼╝ycia. Ka┼╝dy powinien pracowa─ç tylko na siebie. No i ewentualnie na swych podopiecznych, ale dop├│ty, dop├│ki pozostaj─ů oni bezradni. Wszak jedni b─Öd─ů wkr├│tce ju┼╝ samowystarczalni, a inni wykorkuj─ů. Po co gromadzi─ç zasoby finansowe, kt├│rych nie mo┼╝na samemu zu┼╝y─ç. To tak samo, jakby godzi─ç si─Ö na wi─Öksze podatki. Absurdem jest zatem w niesko┼äczono┼Ť─ç szcz─Ödzenie posiadanych pieni─Ödzy, by odziedziczyli je bardziej lub mniej aprobowani spadkobiercy. Lepiej roztrwoni─ç maj─ůtek, rekompensuj─ůc niedostatki wieku podesz┼éego maksymalnie dost─Öpnymi do kupienia rado┼Ťciami ┼╝ycia doczesnego. To ┼╝aden egoizm, to zwyczajny racjonalizm. Trzeba jedynie uwa┼╝a─ç, aby nie przetraci─ç wszystkiego zbyt wcze┼Ťnie i zej┼Ť─ç niechc─ůcy na dziady. Aczkolwiek dziadowski stan rajcuje pono─ç starych ludzi, z tymi zamo┼╝nymi w┼é─ůcznie, oczekuj─ůcych lito┼Ťci, po┼╝a┼éowania i wsp├│┼éczucia, uwielbiaj─ůcych narzeka─ç, ┼╝ebra─ç i wy┼éudza─ç.
(ÔÇŽ)